Rdzewiejące tory

Ostatni pociąg z Wrocławia do Drezna odjechał w sobotę 28 lutego o godzinie 18:38. Był to ostatni pociąg pasażerski, który przekroczył granicę Dolnego Śląska i niemieckiej Saksonii. Połączenie Wrocławia z Berlinem zostało zlikwidowane trzy miesiące wcześniej.

Ostatni pociąg relacji Wrocław Główny - Dresden Haupbahnhof jechał jak zwykle linią kolejową E-30, należącą do III Paneuropejskiego Korytarza Transportowego łączącego Niemcy, Polskę i Ukrainę. Unia Europejska zainwestowała w to połączenie kolejowe gigantyczne pieniądze. Na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie modernizacja linii kolejowej E-30 kosztowała prawie 3 miliardy złotych, co daje ponad 10 mln zł za każdy kilometr torów. Modernizacja trwała od roku 2000 i w pierwszym okresie 75% środków pochodziło z funduszu ISPA, przeznaczonego na inwestycje w krajach oczekujących na wejście do Unii Europejskiej. Później modernizację współfinansował unijny Fundusz Spójności.



I co mamy dzisiaj z tych nowych torów? Na odcinku Wrocław - Opole pendolino śmiga 160 km/godz. w kierunku Warszawy. Legnica też skorzystała na połączeniu z Wrocławiem. Ale im dalej na zachód, tym gorzej. Odcinek z Węglińca do Zgorzelca pozostał niezelektryfikowany. Jest pomysł, aby zmodernizować go za kolejne unijne pieniądze. Tym razem z funduszu "Łącząc Europę". Ale mówienie o kolejowym łączeniu Europy to czysta kpina. Bo dzisiaj tym tak szumnie zwanym Paneuropejskim Korytarzem Transportowym nie jeździ z Polski do Niemiec ŻADEN pociąg pasażerski.

Gdy odwiedzają mnie znajomi, obowiązkowym punktem zwiedzania jest wrocławski dworzec. Naprawdę warto! Jego remont przeprowadzony przed Euro 2012 przywrócił wygląd dworca z początków XX wieku. Fakt, kosztował 200 milionów złotych, ale grubo ponad setkę dołożyła niezawodna Unia. Zapraszam też do zwiedzania wrocławskiego dworca turystów z Niemiec i Czech. Bo z pociągu na tym dworcu nie wysiądą. Z Wrocławia do Berlina jest 290 km, do Drezna - 230 km, do Pragi - 200 km. Żaden pociąg z Wrocławia tam nie jeździ.

Podczas ubiegłotygodniowej debaty w Sejmie o polskiej polityce zagranicznej zapytałem ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetynę o likwidowane połączenia kolejowe pomiędzy Polską i Niemcami. Uśmiechnął się i odpowiedział krótko: biznes is biznes. Nie opłaca się. Ale tą krótką odpowiedzią podsumował też politykę wydawania przez rząd pieniędzy unijnych. Jeśli da się je wyszarpnąć z unijnego portfela, trzeba brać i wydawać. Nieważne, co będzie potem. Czy po nowiutkich torach będą jeździć pociągi, czy żer będzie miała rdza. Zresztą tory kolejowe do Niemiec, to tylko przykład. Bo problem jest naprawdę zasadniczy. Kończy się definitywnie perspektywa finansowa Unii Europejskiej z lat 2007-2013. Do końca grudnia będziemy gorączkowo liczyli, czy uda się wydać wszystkie euro, które były do wydania. Zapominając nierzadko, że ważniejszym jest, aby te wydatki miały sens. Za parę lat do Polski przestaną płynąć unijne miliardy euro. Dlatego tak ważnym jest, aby fundusze unijne były nie wydawane, a inwestowane. W naszą przyszłość.

Wracając do torów dzielących Polskę i Niemcy. Nie zgadzam się z ministrem Schetyną, że wszystko w polityce można sprowadzić do biznesu. Znacznie bliższe są mi słowa Michaela Cramera - przewodniczącego Komisji Transportu i Turystyki Parlamentu Europejskiego, który ubolewał, że: "25 lat po upadku żelaznej kurtyny Polska i Niemcy nie potrafią zapewnić minimalnej oferty ponadgranicznych połączeń kolejowych". Dodam od siebie: Unia Europejska powstała po to, by łączyć. Ludzi i regiony. Dzięki umowie z Schengen zniknęły granice państw. Podatnicy z całej Unii godzą się na coroczne wydawanie miliardów euro w ramach Funduszu Spójności, aby finansować projekty infrastrukturalne łączące kraje Unii. A nie puste tory. Słowa ministra Schetyny oznaczają, że polski rząd nie rozumie istoty funkcjonowania Unii Europejskiej - jako Wspólnoty. W której są sprawy tak ważne dla integracji europejskiej, że nie można wykpić się słowami "biznes is biznes". Do takich ważnych spraw należy ułatwianie kontaktów między ludźmi sąsiadujących ze sobą regionów i państw. I na to pieniądze muszą się znaleźć.

Postscriptum: W ubiegłym tygodniu doszło do spotkania we Wrocławiu dwóch lewic: SPD z Saksonii i SLD z Wrocławia. Postanowiliśmy razem zrobić wszystko, by najdalej w przyszłym roku, gdy Wrocław zostanie Europejską Stolicą Kultury, pociągi relacji Wrocław - Drezno znów woziły turystów obu krajów. Zapytałem w Sejmie ministra Schetynę, czy On i rząd nam pomogą. Nie odpowiedział.
Trwa ładowanie komentarzy...